Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Rozumiem

Doping w triathlonie

W świecie sportu doping stanowi od kilku miesięcy jeden z najgorętszych tematów. Zaczęło się od ujawnienia planowego systemu nielegalnego wspomagania w Rosji i kilku spektakularnych wpadek gwiazd sportu, a skończyło na ujawnieniu masy przypadków wątpliwego stosowania TUE oraz afery z udziałem norweskich kadr biegów narciarskich. Niestety nie brakowało również polskich akcentów, do najgłośniejszych należały dyskwalifikacje naszych ciężarowców podczas Igrzysk w Rio. O ile dyscypliny takie jak kolarstwo czy ciężary od lat łączy się z nielegalnym wspomaganiem, to triathlon kojarzymy raczej z uczciwą rywalizacją. Czy słusznie?

McMahon3-mNa koksie wpadali chociażby Mistrzyni Olimpijska Brigitte McMahon, Mistrz Świata Dmitry Gaag czy triumfująca w 2004 roku na Hawajach Nina Kraft. W opublikowanym przez WADA (Światową Agencję Antydopingową) raporcie McLarena dotyczącym stosowania dopingu w Rosji w ostatnich latach pojawia się informacja o czterech zatuszowanych pozytywnych wynikach testów antydopingowych wśród triathlonistów. Na Hawajach na rowerze błyszczy zdyskwalifikowany za doping były kolarz Michael Weiss, z Marią Cześnik podczas Ironman 70.3 Lanzarote wygrywa przyłapana na dopingu Lisa Hutthaler, w zawodach cyklu XTERRA w czołówce melduje się zdyskwalifikowany za stosowanie EPO Hector Guerra. Triathlon nie jest dyscypliną wolną od dopingu.

W triathlonie olimpijskim najlepsi zawodnicy są kontrolowani często, nawet paręnaście razy w ciągu sezonu. W przeciwieństwie do Ironmana czy biegania maratonów specyfika krótkiego dystansu wymusza częste starty, i co za tym idzie, częste badania antydopingowe. Kontrolerzy obecni są nawet na najniższych rangą Pucharach Kontynentalnych, regularne testy przeprowadza się podczas francuskiego Grand Prix, niemieckiej Bundesligi, czy krajowych zawodów mistrzowskich. Międzynarodowa Unia Triathlonu wdrożyła również program badań poza zawodami oraz paszportów biologicznych w ramach tzw. „Registered Testing Pool”, obejmującej 60 osób ze światowej czołówki. Działań mających zapewnić uczciwą rywalizację jest więc całkiem sporo.

Inaczej wygląda sytuacja na długim dystansie. Nawet na licencjonowanych zawodach największych marek praktycznie nie przeprowadza się badań antydopingowych. W ciągu ostatniego roku moi zawodnicy stali na pudłach w zawodach Ironman, Ironman 70.3 oraz Challenge. Na żadnym ze startów nikt nie zająknął się o kontroli, włącznie z kategorią PRO na Mistrzostwach Świata Ironman 70.3 w Mooloolabie. Nie szukając daleko, podczas tegorocznej odprawy dla zawodników PRO na Ironman 70.3 Gdynia przedstawiciel ukraińsko-białoruskiej ekipy otwarcie zapytał, czy organizator planuje testy antydopingowe. Kilka minut później wszyscy już wiedzieli, że żadnych testów nie będzie. Godzinę później, na oficjalnej prezentacji PRO, nie pojawił się żaden zawodnik ze wschodu – pewnie odpoczywali przed startem i dlatego tak dobrze im poszło :)

Przypadek Ivana Tutukina, zwycięzcy z Gdyni, zasługuje na osobną wzmiankę. Kilka tygodniu po wygranej w Polsce ukazała się informacja, o dwóch przypadkach wykrycia u Ivana popularnego na wschodzie meldonium. Pierwszy raz pozytywny wynik testu zanotował podczas St. Anthony's Triathlon na Florydzie, potem pozytywny dopingowo rezultat powtórzył przy okazji francuskiego Grand Prix w Dunkierce.

Odrębną kwestią jest skuteczność samych testów, ale przy możliwościach badania próbek sprzed kilku lat problemem jest przede wszystkim brak politycznej woli łapania oszustów. Podobnie sprawa ma się z TUE, czyli terapeutycznymi dopuszczeniami substancji znajdujących się na liście środków zabronionych do czasowego stosowania z powodów stricte zdrowotnych. Obecnie nie funkcjonują żadne procedury związane z weryfikowaniem przedstawianych przez zawodników TUE. Wystarczy zaprzyjaźniony lekarz by jako astmatyk stosować Salbutamol, a jako cierpiący na ADHD – amfetaminę. Wszystko zupełnie legalnie w świetle obowiązujących przepisów.
 
CubddJOUEAEGDgC

Poza formalnymi środkami walki z dopingiem ważną rolę odgrywa brak akceptacji dla stosowania niedozwolonych środków w środowisku triathlonowym. Wymienieni na początku wpisu gwiazdorzy triathlonu z dopingową przeszłością spotykają się z gwizdami wychodząc na podium, konkurenci nie podają im rąk podczas dekoracji, wiele o podejściu do dopingowiczów mówią komentarze pod wywiadem z Lisą Hutthaler czy rozmowa prowadzących relację live z Kony, gdy Michael Weiss atakował rekord trasy kolarskiej na nowym Diamondbacku. 

Zrzut ekranu 2016-10-15 o 21Równie istotnym tematem jest doping wśród amatorów. Naprawdę szokujące okazały się wyniki niemieckich badań z 2013 roku, obejmujących niemal trzy tysiące zawodników startujących w Ironman Frankfurt, Ironman Regensgurg oraz Ironman 70.3 Wiesbaden. W anonimowych ankietach 20% age-grouperów z Frankfurtu przyznało się do stosowania EPO, hormonu wzrostu lub sterydów. Wśród całej grupy 13% przyznało się do tzw. „dopingu fizycznego”, 15% do tzw. „dopingu kognitywnego”, a 10% do obydwu z wyżej wymienionych. W wielu środowiskach stosowanie substancji zwiększających możliwości siłowe i wysiłkowe lub przyspieszające regenerację jest po prostu modne. Specjaliści z dziedziny gerontologii potrafią zalecać swoim pacjentom profilaktyczne stosowanie hormonu wzrostu. Hitem sprzed kilku dni jest proponowanie przy okazji Ironman Arizona 70.3 odpłatnego, dożylnego podawania leków przeciwzapalnych oraz mieszanek witaminowych (tak, bez wskazań medycznych jest to naruszenie przepisów antydopingowych). Co jakiś czas pojawiają się pogłoski o odmowie poddania się kontroli lub pozytywnych wynikach testów u age-grouperów, ale do wiadomości publicznej została dotychczas podana oficjalnie chyba tylko jedna informacja o pozytywnej wpadce u age-groupera. 

W minionym sezonie Polski Związek Triathlonu starał się rozszerzyć spektrum kontroli również na konkurencje nieolimpijskie, w tym rywalizację na średnim i długim dystansie. Zgodnie z przepisami, każdy amator walczący o tytuł Mistrza Polski musi posiadać roczną lub jednodniową licencję zawodniczą i tym samym zobowiązuje się do przestrzegania wszystkich przepisów i regulaminów, z antydopingowymi włącznie. W ramach pilotażowego programu kontrolerzy zawitali w tym roku do Borówna, gdzie rozgrywały się Mistrzostwa Polski na dystansie długim. Testami zostali objęci zarówno profesjonaliści, jak i amatorzy. W kontekście przytoczonych wyżej statystyk i doniesień, wydaje się to jedyny sensowny kierunek rozwoju walki z dopingiem.

W świecie kolarstwa dużo mówi się o dopingu mechanicznym lub technologicznym. Nie widzę miejsca na „motorki w ramie” w triathlonie, ryzyko wpadki jest zbyt duże. Podczas kolarskiego wyścigu rower praktycznie nie rozstaje się z zawodnikiem, a za metą zawsze odbiera go któryś z członków zespołu wsparcia. W triathlonie przez długi czas rower jest pozostawiony na widoku bez opieki – wystarczy dowolna usterka lub nieuwaga żeby koła zaczęły się kręcić w maszynie stojącej w strefie zmian. Na długim dystansie często to wolontariusze odbierają rower od wpadającego do T2 zawodnika – przypadkiem coś nacisną lub zahaczą i kariera skończona. Sytuacje, w którym wyciągając rower z boksu w T1 zahacza się o sprzęt zawodnika obok też nie należą do rzadkości.

Większość triathlonistów to świetni i uczciwi ludzie, którzy ciężko pracują na swoje wyniki. Aby zdobyć slota na Hawaje nie trzeba sięgać po koks, wystarczy dobrze ułożony trening, zaangażowanie, determinacja i cierpliwośc. Uważam, że można wygrywać na najwyższym światowym poziomie bez stosowania nielegalnego wspomagania. Z przekonaniem zacytuję jednego z najlepszych trenerów triathlonu na świecie, Joela Filliola:

When the day comes that I no longer believe we can be competitive and win clean, that day will be my last day in high level sport.